15 maj 2017

TEST: Chińskie kosmetyki są niebezpieczne?!

Cześć! Nie sądziłam, że kiedyś napiszę posta o kosmetykach, no ale jednak - ludzie się zmieniają. Jednak nie chcę pisać jakiś ulubieńców, bo uważam to za zbyt mało oryginalne, poza tym nie jestem na tyle znana żeby kogokolwiek to interesowało. Za to mam coś co może niektórych zainteresuje, czyli test chińskich kosmetyków. Jedni twierdzą, że to buble, a inni używają na co dzień. Ja w dzisiejszym poście pokażę, że nie są to do końca takie buble. 

Czy chińskie kosmetyki są niebezpieczne? 


bibułki matujące - KLIK
gąbeczka do podkładu - KLIK
kredka do brwi - KLIK
puder - KLIK
cienie do powiek - KLIK
  Spotkałam się z taką opinią pod, którymś moim postem i prawdę mówiąc byłam zdziwiona. To prawda, że nie znamy składu takiego kosmetyku - co może oznaczać, ze znajdują się tam jakieś szkodliwe substancje, ale też niekoniecznie. Używałam dość wielu takich kosmetyków i nigdy nie miałam żadnego uczulenia, gdzie zaznaczę, że mam atopową skórę, a więc i bardziej wrażliwą. Co za tym idzie jestem bardziej narażona na uczulenia czy przesuszenia, ale nic takiego nigdy nie miało miejsca. Ufam tym kosmetykom, przynajmniej ze stron, z których zamawiam. I mnie zastanawia czy Ci ludzie mają taką opinię, bo naprawdę trafili na taki kosmetyk czy po prostu gdzieś sobie przeczytali. Dajcie mi więc znać w komentarzach czy kiedyś Wam coś zaszkodziło!
A teraz przechodzimy do mini testu! 


 W paczce zamówiłam puder sypki, bibułki matujące, cienie do powiek, kredkę do brwi oraz transparentną gąbeczkę do podkładu. Z tego co kojarzę zamawiałam też mascarę, ale najwidoczniej nie dotarła. 

Puder


Na początku się trochę wystraszyłam, bo mi się go nieco wysypało i było więcej bałaganu niż pożytku, no ale tak to już jest z sypkimi pudrami. W opakowaniu była dołączona gąbeczka, ale nie jestem fanką nakładania w ten sposób, więc sięgnęłam po pędzel. Oprócz tego, że trochę bałaganu zrobiłam to bardzo dobrze zmatowiło skórę. 

Trwałość - Tutaj się zdziwiłam bo miałam wrażenie, że trzymał się dłużej niż mój puder z eveline, który był dużo droższy - co za tym idzie powinien też mieć większą trwałość. Później jednak pomyślałam, że mój puder z eveline jest w kamieniu, więc może to nie to samo, bo jednak słyszałam, że raczej te sypkie są cięższe. 
Cena - 5.88$
Ocena : 8/10


Cienie do powiek




Coś co chyba mniej najbardziej zadziwiło w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Już kiedyś miałam chińskie cienie do powiek i były naprawdę słabej jakości, a te są cudownie napigmentowane, aż nie mogłam się nadziwić. Bo tak się składa, że mam też paletkę perłowych cieni z Lovely i są mniej napigmentowane niż te. Poza tym ma oryginalne opakowanie, które kojarzy mi się z opakowaniem gumki do ścierania. Pojedyncze cienie da się wyjąć co jest naprawdę fajną opcją, możemy je też poprzestawiać według uznania. Ogólnie kolory bardzo mi się podobają i na pewno będę używać.

Trwałość - Jeśli chodzi o trwałość to jest średnia, ale na szczęście nie osypują się, bardziej kolor się ściera. Nie wiem czy perłowe cienie już tak mają, ale te z lovely też po jakiś dwóch godzinach mi się ścierają, więc jeśli chodzi o te dwie paletki to trwałość taka sama. 
Cena - 3.44$
Ocena : 7/10


Kredka do brwi


Jeśli chodzi o kredkę to jest to moja druga taka sama. Jest miękka i przyjemna w użytkowaniu, ale zarazem całkiem wydajna - starcza spokojnie na miesiąc, gdzie używam jej często dwa razy dziennie , bo mam mini obsesję na punkcie brwi. Jestem z niej naprawdę zadowolona i póki co nie szukam innych zamienników. 

Trwałość - Jak to już bywa przy chińskich kosmetykach nie jest najlepsza, ale nie przeszkadza mi to za bardzo, ponieważ kiedy kredka się trochę zetrze daje bardzo naturalny efekt, który też mi się podoba. Czasem poprawiam ją, ale to raczej po około sześciu godzinach. 
Cena - 3.51$
Ocena : 9/10

Gąbeczka do podkładu 


Z tego jestem średnio zadowolona. Jest to taki niby zamiennik beauty blendera, ale jak dla mnie nie dopracowany. Ogólnie lepsze jest od beauty blendera w tym, że nie pochłania podkładu i umycie tego zajmuję sekundę. Jest to dla nas co prawda dobre, bo i nie marnujemy tyle podkładu i nie musimy tego myć tak często. Ale jednak jest niewygodna w użytkowaniu, słabo się zgina i mimo, iż przyjemna w dotyku, to jednak zbyt sztywna. Poza tym beauty blender wklepuje podkład, a to bardziej rozmazuję i to nie jest ten sam efekt. Także pomysł był dobry, ale trzeba na tym popracować. 
Cena - 1.91$
Ocena : 3/10

Jeśli chodzi o bibułki matujące to jeszcze ich nie testowałam, bo zamówiłam je specjalnie z myślą o podróży, żeby nie nosić wszędzie ze sobą pudru. Ale jeśli będziecie chciały dam Wam znać na snapie, na którego Was zapraszam!  Jeśli tego typu post Wam się spodoba mogę też napisać drugą część gdzie znajdzie się m.in. eyeliner, pomadka do ust, szminka oraz cień do brwi.



Dajcie znać w komentarzach co wy myślicie o chińskich kosmetykach? 

2 komentarze:

  1. nigdy nie testowałam chińskich kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się chińskie kosmetyki kojarzą z takim straganem nad morzem gdzie dostaniemy 20 cieni za 3 zł. Sama jak byłam nastolatką kupowałam takie rzeczy i się bawiłam w wizażystkę, ale jakość w porównaniu do tych kosmetyków za którymi ktoś się podpisał jest nieporównywalna. Teraz mimo tego, że bym się nie bała używać tych z Chin to po prostu bym nie chciała, z racji tego, że nie spełniły by moich oczekiwań co do swojej jakości :D pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń